- Nawet jakbym był ostatnim desperatem i postanowił skorzystać z oferty…Nie, pierdolę, to na drugim końcu Miasta- mruknął.Tramwaj był prawie pusty. Dziwne, przynajmniej dziwne.Marcin przybliżył twarz do brudnej szybyi począł obserowować tętniącą szarością architekturę.Nienawidził wielkich miast. Czuł się w nich bezradny. Im większe miasto, , tym…Zasnął, półprzytomny wysiadł na pętli, w zupełnie nieznanej dzielnicy.Perspektywa marudzącego szefa skutecznieodwiodła go od pomysłu, by wziąć taksówkę i postarać się jednak zdążyć.Świetna okazja, by poznać…-Przecież to właśnie Fabryczna! To tutaj…Odpocząć duszą i ciałem. Lepiej jakiejś kawiarni poszukam.Wyciągnął pogniecioną paczkę papierosów, wyjął przedostatniego.”Czarny tulipan” brzmiał dobrze, zdecydował sie wejść.Zamówił wodę mineralną i wino.But I fear tomorrow I’ll be crying,Yes I fear tomorrow I’ll be crying.Nawet nie zauważył, jak zaczął śpiewać, jak śpiewa coraz głośniej, jak przygląda mu się zarośnięty barman, jak szczerzy do niego zęby.Ocknął się, zamówił drugi kieliszek wina, wyjął „grę” i zaczął czytać.Najchętniej nie wracał do napawającego obrzydzeniem sterylnego stanowiska pracy, czarnego biurka, służbowego laptopa, zaśmieconego zdjęciami i muzyką, do starej, rozpadającej się kamienicy. Pustego, nieprzyjaznego mieszkania, gdzie czekał na niego tylko wspaniały zielony bambus i kot Mikołaj.