Po godzinie lub dwóch – szczęśliwi czasu nie liczą, a nieszczęśliwi nigdy nie robią niczego na czas – lekko już upojony książką, odorem Czarnego tulipana i winem, oparł głowę na zwiotczałej dłoni i poczuł, jak zapada się pod nim ziemia. Zarośnięty barman chrząknął gdzieś w kącie, a Marcin mimo woli odkopał powieki i spojrzał na chrząkacza z wyrzutem.- Co ja tutaj właściwie robię?-Barman wzruszył tylko ramionami i przetarł lepki blat. -Lepię się.- Marcin z trudnością oderwał rękaw od ‚zawinionej’ powierzchni baru – Moja wina, muszę ulepić się od nowa.- mruknął pod nosem i spojrzał wprost w szklaną szafę stojącą naprzeciwko, wypełnioną różnego rodzaju trunkami- eliksirami zapomnienia. Popatrzył w swoje oczy, ale te oczy patrzyły na niego inaczej. Pomacał swoją twarz, a odbicie w szafie wykonało tę samą czynność, ale nie pamiętał, żeby kiedykolwiek to odbicie widział wcześniej. Wsunął rękę za pazuchę i zaczął czegoś szukać, ale im dłużej tarmosił się ze swoją marynarką, tym bardziej czuł, że wycieka z niej nie jego zapach, a to czego szuka, wsiąknęło bezpowrotnie.- Zajebali mi klucz! – warknął w stronę barmana, a tamten tylko ponownie wzruszył ramionami i poszedł na zaplecze. Zdenerwowanie sprawiło, że wytrzeźwiał w ciągu kilku sekund, po czym zgarnął swoje rzeczy i wstał, żeby opuścić lokal. Na zewnątrz czekała go niespodzianka. Tuż obok drzwi wejściowych do Czarnego Tulipana stała niewielka, pomarszczona cyganka – ‚Zupełnie, jak sąsiadka spod 6′ – pomyślał i uśmiechnął się sam do siebie.- Wróżba za papierek.- Spojrzała na niego swoimi wielkimi, wypełnionymi pustką oczami. Próbował doszukać się w nich błagania, gniewu lub choćby nikłej iskierki chciwości, ale nie było w nich niczego oprócz czarnej otchłani. Przypomniał sobie te obrzydliwe wakacje nad morzem, kiedy jeszcze jako mały gamoń dał się namówić na pływanie w środku nocy i ten nieznośny skurcz, który poczuł i otchłań, która trzymała go w swoich szponach i to uczucie, że jest totalnie bezradny. Kiedy został wyciągnięty na brzeg przez swoich dwóch kolegów, obiecał sobie w duchu, że już nigdy się tak nie poczuje, że już nigdy nie będzie potrzebował pomocy innych. Teraz jednak stała przed nim cyganka, która przypominała mu, że bezradność leży w naturze człowieka, a on nie chciał żyć w zgodzie z naturą. Dlatego właśnie nigdy się nią nie otaczał. Bambusa i kota kupiła mu jeszcze matka, żeby ożywić wnętrze jego mieszkania, ale skoro jego właściwe wnętrze było martwe, cieszył się tylko, że bambus nie wymaga podlewania, a kot łazi swoimi ścieżkami. Tylko dlatego przetrwały.-Wróżba za papierek. – powtórzyła stara kobieta. – Nie, dziękuję.- odwrócił się od niej, żeby pomaszerować w stronę najbliższego tramwaju. Zdążyła złapać go za rękaw.- Słuchaj kobieto, nie mam czasu na twoje pier…- Nie dokończył, bo oczy cyganki spotkały się z jego własnymi i dopiero teraz spostrzegł w nich przerażenie- Nie zapomniałeś o czymś?!-krzyknęła- Nie powinieneś być w pracy?! Nie zapomniałeś kim jesteś? Jak wyglądasz?! I tego człowieka, którego uratowałeś?!

[autor: whathefuck]