projektproza blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2010

Przekurwaurocze miasteczko.
Sielanka.
Panowie z dużymi brzuchami w garniturach
patrzą się z politowaniem.
 Ileż pogardy w tym spojrzeniu!

 ”Kolejny ćpunek”
 Sam jesteś ćpunkiem głupia kurwo.
 No przyznaj się,
co robisz z fetą, skonfiskowaną po tej ostatniej akcji z dzieciakami?

 Przyznaj się hipocipokryto.
 Ładny widok mam przynajmniej.

Około czternastej w okienku pojawia się Słońce,

wypełnia pomieszczenie światłem,

przyjemnie napierdala prosto w oczy.

Sproszkowany gorszek, pasta rybna, chujuwiecojeszcze.

Trochę…
 -Janek, Janek, co ci jest?
 Za mało tlenu,

za mało miłości
po odzyskaniu świadomości.

Za mało tlenu.

My.

Stać się częścią całości,
zlać się ze społeczną breją,

Budyń, budyn jest pożywny.
Sproszkowany konformizm,
500 ml mleka, dwie łyżki cukru.

Jesteś włóknem mięśniowym na płacie czołowym
nieistniejącego pająka rzeczypospolitej,
spuszczającym się z asekuracją po suficie,
puszczającym oko włóknem mięśniowym na płacie człowym
do współsiedzących.

 Obejrzyj sobie,
 nowy odcinek,
 koniecznie,
 jest świetna w tym sweterku.

Jasiu, co Ci jest?

 JakiśtakiKURWAnietaki jesteś.

Niewyraźny, hehe.

 Klisze myślowo- reklamowe.
 Budzisz się.

Przecierasz oczy,

Jesteś tym i tym,
nazywasz się tak i tak [Jaaanek, co ci jest?],
siedzisz tu i tu,
jesteś wypełniony takim i takim gównem.

 Takie i takie imię,
tyle i tyle lat, status społeczny-
taki i taki, taki wzrost, taka waga,
taka zapadnięta klatka piersiowa.

 8.00
 Ładne to miasteczko, zaiste.

[kamiljakubandrzejjamroziak]

Naprawdę, przeurocze miasteczko. Zadbane klomby, spacerniaki, czyste ulice, 
kameralne skwery i romantyczne kawiarenki.  Najbardziej lubię parki. Wygodne, 
solidne ławki idealnie nadają się na letnią drzemkę. Gęsto nasadzone drzewa i krzewy 
zapewniają względny komfort dźwiękowy. Spać, nie umierać!

***

-Panowie zechcą zrozumieć, że nie jestem w stanie podać swoich personaliów…

***

-Przytulna cela razy jeden! Barney, prowadzimy ci przyjaciela, ale bez czułości 
proszę. Chłopak wygląda na zdezorientowanego. Ot, pewnie następny ćpunek, który postradał 
zmysły. Nie gwarantuję jakości.

-Nie strasz go. Zlęknie się i nie będę mógł z nim po ludzku porozmawiać. Dobrze 
wiesz, że lubię tylko bezbronne dwunastki i ładniejsze sześćdziesiątki. Czasem jakiegoś 
ministranta wrzucę na ruszt. Hehehe…

***

Nigdy nie przypuszczałem, że w areszcie serwują więzienne jedzenie (smak znany, 
jakimś cudem). Gdybym pamiętał numer do mojego adwokata, nie kisiłbym się. Dodatkowo ten 
imbecyl nawija jak kataryniarz. Złotego pierścionka mu tylko brakuje, by pełnię szczęścia 
osiągnął. Dlaczego takie wyświechtane przygody dotykają tylko bohaterów, którzy stracili 
pamięć? Mama zawsze mi mówiła „Nie trać głowy Jasiu, bo bez głowy nigdy nie będziesz 
traktowany poważnie”. Janie, Jasiu, Janku, Janeczku. Czemu tak idiotycznie mnie nazywała? 
Pewnie jakaś pieszczotliwa ksywka. Kto dziś dzieci nazywa w ten sposób? Czemu nie wołała 
Adolf?

Adolf… Adolf… Adolf H… Fuhrer, Adolf H… Nie do wiary! Pamiętam! Nagle, w 
przypływie szczątkowych wspomnień, olśniło mnie. Z potoku retrospekcyjnego bełkotu, o Ja 
Genialny, wyłapałem te drogie dla mnie słowa. Wszystko, z czym mogę się obecnie utożsamiać. 
Coś, co określa mnie w czasie i przestrzeni.

Nazywam się Jan Wilczyński. Syn Marii Wilczyńskiej

***

Niestety, nie dojrzałem do niczego więcej. Swoje miejsce mam, teraz pozostaje 
czekać na funkcję.


[autor: JakubGajski]

część 5

1 komentarz

Uśmiechnął się
pod nosem. To dopiero pierwsza faza, ale wprowadzenie zamętu i chaosu bardzo
ułatwi wdrożenie głównego planu. Nic tak bardzo nie ułatwia pracy, jak
dezorganizacja umysłów ofiar… Choć trudno tutaj mówić o jakichkolwiek ofiarach.
Z tym pierwszym poszło nadzwyczaj łatwo. Wystarczyło poobserwować go przez
kilka dni, wiecznie pędził nie zwracając uwagi na nikogo i na nic, więc to było
bajecznie proste. Miał nadzieję, że z innymi pójdzie mu równie łatwo. Kiedy już
odpowiednia ilość osób straci orientację, będzie można powoli przymierzać się
do wprowadzania drugiej fazy planu. Wszystko musi przebiec idealnie. Baird
słusznie sądził, że ukierunkowanie ludzkich umysłów na zamęt wokół nich samych
pozostawi szersze pole do popisu.

Ciekawe, jak
też zamierzają to wszystko ogarnąć… Nie wiedział, i szczerze mówiąc aż tak
mocno go to nie interesowało. Oderwał się od ściany, spojrzał na zegarek i
przyspieszył kroku. Pozostało mu jeszcze pół godziny ziemskiego czasu, nim
przybędzie zmiennik. Musi sporządzić raport na temat zachowania tego psa po
stracie orientacji.

Ciekawe też,
jak poszło Arn`owi. Nie zazdrościł mu wyprawy w przestrzeń, i cieszył się, że
to nie jemu przypadło w udziale spowodowanie błędnego zakrzywienia czasu. Próbę
zmiany biegu historii każdy mógł przypłacić życiem…

Wyciągnął z kieszeni paczkę
papierosów, zapalił jednego i zaciągnął się głęboko. Czuł, jak dym stopniowo
wypełnia płuca, wnikając do krwioobiegu.

Ludzie nie są aż tak głupi, jak
mu się początkowo wydawało. Nagle zadzwonił telefon. Mężczyzna odebrał, ale nie
musiał nawet pytać, z kim rozmawiał. Tylko przełożony miał z nim kontakt.
Odbyli krótką, bardzo rzeczową rozmowę, od której przeszły go ciarki po
plecach, a twarz wykrzywił nieprzyjemny grymas. Czas się zbierać, pomyślał, i
odkładając słuchawkę zagłębił się w tłum ludzi spieszących do pracy.

 

 

[autor: Mariette]


  • RSS