Uśmiechnął się
pod nosem. To dopiero pierwsza faza, ale wprowadzenie zamętu i chaosu bardzo
ułatwi wdrożenie głównego planu. Nic tak bardzo nie ułatwia pracy, jak
dezorganizacja umysłów ofiar… Choć trudno tutaj mówić o jakichkolwiek ofiarach.
Z tym pierwszym poszło nadzwyczaj łatwo. Wystarczyło poobserwować go przez
kilka dni, wiecznie pędził nie zwracając uwagi na nikogo i na nic, więc to było
bajecznie proste. Miał nadzieję, że z innymi pójdzie mu równie łatwo. Kiedy już
odpowiednia ilość osób straci orientację, będzie można powoli przymierzać się
do wprowadzania drugiej fazy planu. Wszystko musi przebiec idealnie. Baird
słusznie sądził, że ukierunkowanie ludzkich umysłów na zamęt wokół nich samych
pozostawi szersze pole do popisu.

Ciekawe, jak
też zamierzają to wszystko ogarnąć… Nie wiedział, i szczerze mówiąc aż tak
mocno go to nie interesowało. Oderwał się od ściany, spojrzał na zegarek i
przyspieszył kroku. Pozostało mu jeszcze pół godziny ziemskiego czasu, nim
przybędzie zmiennik. Musi sporządzić raport na temat zachowania tego psa po
stracie orientacji.

Ciekawe też,
jak poszło Arn`owi. Nie zazdrościł mu wyprawy w przestrzeń, i cieszył się, że
to nie jemu przypadło w udziale spowodowanie błędnego zakrzywienia czasu. Próbę
zmiany biegu historii każdy mógł przypłacić życiem…

Wyciągnął z kieszeni paczkę
papierosów, zapalił jednego i zaciągnął się głęboko. Czuł, jak dym stopniowo
wypełnia płuca, wnikając do krwioobiegu.

Ludzie nie są aż tak głupi, jak
mu się początkowo wydawało. Nagle zadzwonił telefon. Mężczyzna odebrał, ale nie
musiał nawet pytać, z kim rozmawiał. Tylko przełożony miał z nim kontakt.
Odbyli krótką, bardzo rzeczową rozmowę, od której przeszły go ciarki po
plecach, a twarz wykrzywił nieprzyjemny grymas. Czas się zbierać, pomyślał, i
odkładając słuchawkę zagłębił się w tłum ludzi spieszących do pracy.

 

 

[autor: Mariette]