Naprawdę, przeurocze miasteczko. Zadbane klomby, spacerniaki, czyste ulice, 
kameralne skwery i romantyczne kawiarenki.  Najbardziej lubię parki. Wygodne, 
solidne ławki idealnie nadają się na letnią drzemkę. Gęsto nasadzone drzewa i krzewy 
zapewniają względny komfort dźwiękowy. Spać, nie umierać!

***

-Panowie zechcą zrozumieć, że nie jestem w stanie podać swoich personaliów…

***

-Przytulna cela razy jeden! Barney, prowadzimy ci przyjaciela, ale bez czułości 
proszę. Chłopak wygląda na zdezorientowanego. Ot, pewnie następny ćpunek, który postradał 
zmysły. Nie gwarantuję jakości.

-Nie strasz go. Zlęknie się i nie będę mógł z nim po ludzku porozmawiać. Dobrze 
wiesz, że lubię tylko bezbronne dwunastki i ładniejsze sześćdziesiątki. Czasem jakiegoś 
ministranta wrzucę na ruszt. Hehehe…

***

Nigdy nie przypuszczałem, że w areszcie serwują więzienne jedzenie (smak znany, 
jakimś cudem). Gdybym pamiętał numer do mojego adwokata, nie kisiłbym się. Dodatkowo ten 
imbecyl nawija jak kataryniarz. Złotego pierścionka mu tylko brakuje, by pełnię szczęścia 
osiągnął. Dlaczego takie wyświechtane przygody dotykają tylko bohaterów, którzy stracili 
pamięć? Mama zawsze mi mówiła „Nie trać głowy Jasiu, bo bez głowy nigdy nie będziesz 
traktowany poważnie”. Janie, Jasiu, Janku, Janeczku. Czemu tak idiotycznie mnie nazywała? 
Pewnie jakaś pieszczotliwa ksywka. Kto dziś dzieci nazywa w ten sposób? Czemu nie wołała 
Adolf?

Adolf… Adolf… Adolf H… Fuhrer, Adolf H… Nie do wiary! Pamiętam! Nagle, w 
przypływie szczątkowych wspomnień, olśniło mnie. Z potoku retrospekcyjnego bełkotu, o Ja 
Genialny, wyłapałem te drogie dla mnie słowa. Wszystko, z czym mogę się obecnie utożsamiać. 
Coś, co określa mnie w czasie i przestrzeni.

Nazywam się Jan Wilczyński. Syn Marii Wilczyńskiej

***

Niestety, nie dojrzałem do niczego więcej. Swoje miejsce mam, teraz pozostaje 
czekać na funkcję.


[autor: JakubGajski]